Nie istnieje coś takiego jak „problem Radia Maryja”. Nie istnieje problem o. Rydzyka. Istnieje problem kapłaństwa. Bez wątpienia potrzebne jest medium księży redemptorystów o dużym zasięgu. Nie oszukujmy się – w Polsce stoimy przed ogromnym społecznym zjawiskiem jakim jest frustracja ludzi czujących się przegranymi lub zapomnianymi po przemianach systemowych. Najczęściej ci ludzie należą do warstw najuboższych – właśnie wśród nich posługę przede wszystkim powinni pełnić redemptoryści.  

Sytuacja, w której o. Rydzyk rozbudza złość wobec tych, którym się udało nie jest skutkiem polityki nienawiści tego redemptorysty – powód wydaje się głębszy: myśliciele katoliccy w Polsce zatracili kontakt z problemami ludzi ubogich. Skupiając się nad wizją kościoła XXI wieku zapomnieli o tych żyjących jeszcze rokiem `89 XX wieku. Nie dając wyraźnych i jasnych wskazówek redemptorystom oraz powolnie egzaltując o. Rydzyka wytworzyli enklawę, często nazywaną „kościołem toruńskim”. 

Nie trzeba być wielkim znawcą Biblii, żeby rozumieć trud i pułapki chrześcijaństwa – to nie jest prosta religia i nie można jej sprowadzać do hasła dobry = do nieba, zły = do piekła. Jeżeli uświadomimy sobie do tego prawdziwy kryzys etyki i moralności, jaki obecnie przeżywa świat, to zobaczymy, że obecnie kapłaństwo w ogóle (a na potęgę wśród ludzi, którzy potrzebują zrozumienia swojej krzywdy) wymaga właśnie najbardziej światłych umysłów katolickich. Jeżeli ktoś bez świadomości odpowiedzialności, siły i zagrożeń związanych z tymi pojęciami stanie się przewodnikiem duchowym grupy czującej na własnej skórze nierówności społeczne z tej gorszej strony, to istnieje prawie pewność, że zacznie się populizm. 

Odpowiedzialności za podział kościoła, za mieszanie się mediów o. Rydzyka do polityki i za zachwianie wartości chrześcijańskich (które powinny być jasno i jednoznacznie przedstawione przez polski kościół) nie ponosi ani o. Rydzyk, ani premier wykorzystujący media o. Rydzyka do utrzymania elektoratu (zbieżnego z odbiorcami Radia Maryja), ani zakon redemptorystów. Pozwolę sobie postawić tezę (nie oskarżenie): „Winnymi podziału i kryzysu kościoła w Polsce jest każdy ksiądz z osobna, który przez ostatnich 17 lat chociaż raz zaniechał dialogu, bądź pozostawał nieugięty przy swoim zdaniu”. Abnegacja księży wobec problemów wiary wpływa na nią najbardziej destruktywnie. 

Dochodzimy do „problemu Radia Maryja”. I znowu: biskupi rozmawiają `na górze`, dyskutują za zamkniętymi drzwiami, a rozwiązania jak nie było, tak nie ma. Najrozsądniej byłoby pozostawić o. Rydzyka dyrektorem honorowym Radia Maryja i raz na jakiś czas retransmitować jego msze, a na stanowisko dyrektora RM mianować redemptorystę godzenia; światłego, przemawiającego miłością i dialogiem między warstwami społecznymi. O. Rydzyk z czasem popadłby w zapomnienie i problem z „enklawą toruńską” pewnie też. Aha! I nigdy więcej nie popełnić grzechu zaniedbania ludzi czujących krzywdę, czyli episkopat powinien pozostać w ścisłym dialogu z zakonem redemptorystów – tego wymaga specyfika wspólnoty chrześcijańskiej w Polsce.